Farelis -Płonące Wzgórze
wtorek, 8 lipca 2014
Vivimorte
Najpiękniejszy ze wszystkich smoków. Są koloru jasnego fioletu. Nie są największymi smokami, ale ich piękno jest nieskazitelne. Mają długie łapy zakończone ostrymi szponami, długą szyje. Jednak ich skrzydła budziły w innych smokach podziw i szacunek. Nie są takie jak u innych gatunków. Są wielkie, a za razem delikatne. Mają kolor lekko błękitny. Smoki z tego gatunku są łagodne oraz wierne. Ich ogon jest zakończony przypominającą buławę kością. Są pełne majestatu. Nie ma drugiego takiego pięknego gatunku smoka. Często samce innych ras chcą zaimponować samicy tej nacji.
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Smocze Sanktuarium
Ku pamięci mojej żony Anny Amelii oraz mych dzieci Anastazji Eryce i Danielowi Edmundzie Volarberg
Eryk Edmund Volarberg
Na początek nie wiem co napisać, boje się tego co tu robię, co mam zrobić. Wyruszyłem na tą misje tylko po to aby strażnicy nie zabili smoka, on nie był niczego winien. Był młody, głupi tak jak ja kiedyś. Zaatakowaliśmy go. On zabił wszystkich moich towarzyszy, tylko mnie oszczędził, co jest naprawdę dziwne. Obudziłem się daleko od miejsca walki. Smok zaś stał przy jeziorze. Łapał ryby, to było niezwykłe. Potem stanął naprzeciwko mnie. W jego oczach widziałem siebie. Coś mnie pchnęło aby dotknąć jego pyska. On nie miał sprzeciwu. Wręcz przeciwnie, łasił się jak mój pies. Moim zdziwieniem okazało się to,że smok potrafił mówić. Powiedział mi wszystko o wojnie, o smokach. Że przypodobałem się smoczemu ludowi tym,że ich nie potrafiłem zabić. Powiedział, że jestem w niejakim Smoczym Sanktuarium- dom dla wszystkich. To piękny widok. To miejsce nie jest takie jak cała kraina. Jest wręcz rajem. Też mają swojego Króla. Smoka z gatunku Alfa, ostatni tak na świecie. Zacznę opisywać wszystkie gatunki, bo jeśli czyta to ktoś o mężnym sercu to wie,że tak dłużej nie można żyć. Że gdzieś tam jest wiele innych krain, że smoki nie są złe, a Imperator żyje coś zbyt długo...
Rozdział III Prawdzie Oblicza
Wróciła. Wróciła z pełną torbą i dziennikiem. To było niezwykłe uczucie mieć w ręku choć cząstkę człowieka, którego już nie ma. Jednak radość nie trwała długo. Spostrzegła strażnika, który właśnie zmierzał w jej kierunku. Szybko schowała dziennik do torby i starała się aby jej nie zauważono.
-Dokąd to panienko ?- Spytał się z sztucznym uśmiechem.
-Nie twoja sprawa.- Starała się prześlizgnąć.
-Zapytałem to odpowiedz.- Chwycił ją za ramię.
-A ja ci grzeczne odpowiedziałam.- Wyszarpała się.
-Zobaczysz kiedyś będziesz moja.- Szeptał jej do ucha.
-Zostaw ją !- Zawołał Kapitan Straży.
-No idź piesku.-Szyderczo się zaśmiała.
Strażnik nazywał się Radowit, był znajomym jej ojca, wręcz wrogiem. To Radowit miał być żołnierzem w armii, a nie on, jednak pomoc jaką udzielił dzieciom z pożaru awansowała go na miejsce w armii. A w dodatku przystawiał się do Anastazji. W tym świecie działała jedna zasada- Mężczyzna panem, a kobieta, no właśnie.... taka jest szara rzeczywistość.
-Jesteś cała ?- Spytał się Kapitan straży.
Zdziwieniem dziewczyny było to,że był młody, aż za młody jak na Kapitana. Miał brązowe oczy, w których było coś tajemniczego. Czarne włosy, jasna cera. Nie był aż tak wychudzony, ale i tak było widać,że mało jada.
-Jestem cała.-Odparła.
-Stara pijaczyna i tyle, ciekawi mnie czemu ojciec jeszcze go nie odprawił.- Oznajmił chłopak.
-Czyli nie jesteś Kapitanem ?
-Nie, jestem w straży,ale to mój ojciec jest głównodowodzącym, gdzie moje maniery Piotr.- Ukłonił się.
-Anastazja.- Odparła krótko i odeszła.
-Gdzie byłaś ?- Zapytała się jej matka kiedy ta ledwo przekroczyła próg.
-Straż mnie zatrzymała.- Odparła rozpakówując się.
-Nie rób tego więcej, nie chodź już więcej do tego lasu !
-Więc co ? Mamy czekać od pierwszego do pierwszego kiedy to mężna i miłosierna straż przywiezie barana, dwa litry mleka i ziemniaki żeby starczyło nam na miesiąc. Przecież ledwo Daniel ma co jeść, a co dopiero ty, ja i psy.
Wyszła. To prawda,żeby nie dochodziło do licznych śmierci głodowych oraz buntu, co miesiąc Straż przynosiła każdej rodzinie barana, dwa litry mleka i nie całe kilo ziemniaków. Niewielu jest w stanie się tym wyżywić.
Usiadła na fotelu i zaczęła czytać dziennik jej ojca.
-Dokąd to panienko ?- Spytał się z sztucznym uśmiechem.
-Nie twoja sprawa.- Starała się prześlizgnąć.
-Zapytałem to odpowiedz.- Chwycił ją za ramię.
-A ja ci grzeczne odpowiedziałam.- Wyszarpała się.
-Zobaczysz kiedyś będziesz moja.- Szeptał jej do ucha.
-Zostaw ją !- Zawołał Kapitan Straży.
-No idź piesku.-Szyderczo się zaśmiała.
Strażnik nazywał się Radowit, był znajomym jej ojca, wręcz wrogiem. To Radowit miał być żołnierzem w armii, a nie on, jednak pomoc jaką udzielił dzieciom z pożaru awansowała go na miejsce w armii. A w dodatku przystawiał się do Anastazji. W tym świecie działała jedna zasada- Mężczyzna panem, a kobieta, no właśnie.... taka jest szara rzeczywistość.
-Jesteś cała ?- Spytał się Kapitan straży.
Zdziwieniem dziewczyny było to,że był młody, aż za młody jak na Kapitana. Miał brązowe oczy, w których było coś tajemniczego. Czarne włosy, jasna cera. Nie był aż tak wychudzony, ale i tak było widać,że mało jada.
-Jestem cała.-Odparła.
-Stara pijaczyna i tyle, ciekawi mnie czemu ojciec jeszcze go nie odprawił.- Oznajmił chłopak.
-Czyli nie jesteś Kapitanem ?
-Nie, jestem w straży,ale to mój ojciec jest głównodowodzącym, gdzie moje maniery Piotr.- Ukłonił się.
-Anastazja.- Odparła krótko i odeszła.
-Gdzie byłaś ?- Zapytała się jej matka kiedy ta ledwo przekroczyła próg.
-Straż mnie zatrzymała.- Odparła rozpakówując się.
-Nie rób tego więcej, nie chodź już więcej do tego lasu !
-Więc co ? Mamy czekać od pierwszego do pierwszego kiedy to mężna i miłosierna straż przywiezie barana, dwa litry mleka i ziemniaki żeby starczyło nam na miesiąc. Przecież ledwo Daniel ma co jeść, a co dopiero ty, ja i psy.
Wyszła. To prawda,żeby nie dochodziło do licznych śmierci głodowych oraz buntu, co miesiąc Straż przynosiła każdej rodzinie barana, dwa litry mleka i nie całe kilo ziemniaków. Niewielu jest w stanie się tym wyżywić.
Usiadła na fotelu i zaczęła czytać dziennik jej ojca.
niedziela, 29 czerwca 2014
Rozdział II Las
-Gdzie idziesz ?- Spytał się Daniel.
-Do lasu.- Odparła Anastazja.
-Zostań.
-Jeśli zostanę obudzimy się rano z pustymi brzuchami, nie chce żebyśmy głodowali.
-Zaśpiewasz mi tą piosenkę, którą tata śpiewał zanim chodził do lasu ?
-Dobrze, ale pójdziesz spać.
Daniel zakopał się pod kołdrą, jego siostra siadła obok niego. Przytuliła go i zaczęła śpiewać :
Tam gdzie smok lata
Tam gdzie wilk wyje
Swe miejsce odnajdziesz
Drogie me dziecię
Tam jest kraina
Tam rośnie stokrotka
Tam nie ma strachu
I choć jest tak daleka
Zawsze nam bliska
Kraina nieznana
Za oceanem schowana
Przez nas do
Dziś szukana
Któż ją znajdzie ?
A może poszukasz
Gdzieś za oceanem
Gwiazd się spytasz
Coś im podśpiewasz
Równie tak piękną
Jak ta piosenka
A kiedy ci wskażą
Drogę szukaną
Krainę odnajdziesz
Nie niszcz jej chciwością
Lecz miłością zasiej
By i my mogli ją znaleźć
Kochamy my cie
Więc czekaj tam na nas
Słońce ty me
Zawsze usypiał przy tej piosence. Wymyślił ją ich ojciec. Nazwał ją ''Mapa do mojego świata''. Był mądrym człowiekiem, jednak od pewnego momentu obsesyjnie zaczął szukać innych krain. Przecież Farelis jest jedyną krainą, która pozostała po Zaćmieniu. Gdzie indziej jest tylko ocean. Ale on wierzył,że gdzieś tam jest inny świat. Dążył też do tego by ludzie znów zaufali smokom. Zbytnio podobało się to Imperatorowi, ale póki nie dochodziło do buntu ''biedak mógł sobie krzyczeć te bzdety''. Ludzie bardzo szanowali ojca Anastazji. Służył w armii, raz nawet uratował trójkę dzieci z pożaru. Dostał order, został bohaterem. Gdyby tylko wtedy nie zgłosił się,że zabije smoka...
Daniel już spał. Anastazja wymknęła się. Wieczorami zawsze jest zimno, a w lesie jeszcze bardziej. Ale las nie jest gorszy, gorsi są strażnicy. Ktoś doniósł Kapitanowi Straży,że ludzie polują by przeżyć, więc co chwilę patrolują wioskę. Nie wchodzą do lasu bo to po prostu tchórze. Tego wieczoru musiała odbyć się jakaś uczta, nie ma nikogo.
W lesie jak to zawsze jest cicho. Wszędzie tylko drzewa. Żyje tu niewiele zwierząt, głównie tylko ptaki, jelenie i węże. Te ''piękniejsze okazy'' takie jak bażanty, daniele lądują jedynie na królewski stół, nikt nie ma prawa ich jeść, a co dopiero na nie polować. Anastazja jednak często na nie polowała, są najsmaczniejsze i bardzo pożywne. Sam ojciec uczył ją jak strzelać z łuku i być dyskretnym. Spostrzegła po chwili jelenia, dziwne było,że był on niebieski. Już miała strzelić z łuku i pozbawić go życia gdy coś ją zatrzymało. Stała długo bez ruchu. Nagle niebieski jeleń podbiegł do niej i położył przed nią dziennik. Wnet go rozpoznała. Należał do jej ojca. Jeleń zniknął. Mimo tego,że odnalazła jedyną pamiątkę po ojcu to i tak wróci z pustymi rękami. Kiedy zwróciła ku domu zobaczyła pięć martwych królików. Była w niebie. Spakowała je do torby, którą zawsze zabierała. Nastał świt.
-Zaśpiewasz mi tą piosenkę, którą tata śpiewał zanim chodził do lasu ?
-Dobrze, ale pójdziesz spać.
Daniel zakopał się pod kołdrą, jego siostra siadła obok niego. Przytuliła go i zaczęła śpiewać :
Tam gdzie smok lata
Tam gdzie wilk wyje
Swe miejsce odnajdziesz
Drogie me dziecię
Tam jest kraina
Tam rośnie stokrotka
Tam nie ma strachu
I choć jest tak daleka
Zawsze nam bliska
Kraina nieznana
Za oceanem schowana
Przez nas do
Dziś szukana
Któż ją znajdzie ?
A może poszukasz
Gdzieś za oceanem
Gwiazd się spytasz
Coś im podśpiewasz
Równie tak piękną
Jak ta piosenka
A kiedy ci wskażą
Drogę szukaną
Krainę odnajdziesz
Nie niszcz jej chciwością
Lecz miłością zasiej
By i my mogli ją znaleźć
Kochamy my cie
Więc czekaj tam na nas
Słońce ty me
Zawsze usypiał przy tej piosence. Wymyślił ją ich ojciec. Nazwał ją ''Mapa do mojego świata''. Był mądrym człowiekiem, jednak od pewnego momentu obsesyjnie zaczął szukać innych krain. Przecież Farelis jest jedyną krainą, która pozostała po Zaćmieniu. Gdzie indziej jest tylko ocean. Ale on wierzył,że gdzieś tam jest inny świat. Dążył też do tego by ludzie znów zaufali smokom. Zbytnio podobało się to Imperatorowi, ale póki nie dochodziło do buntu ''biedak mógł sobie krzyczeć te bzdety''. Ludzie bardzo szanowali ojca Anastazji. Służył w armii, raz nawet uratował trójkę dzieci z pożaru. Dostał order, został bohaterem. Gdyby tylko wtedy nie zgłosił się,że zabije smoka...
Daniel już spał. Anastazja wymknęła się. Wieczorami zawsze jest zimno, a w lesie jeszcze bardziej. Ale las nie jest gorszy, gorsi są strażnicy. Ktoś doniósł Kapitanowi Straży,że ludzie polują by przeżyć, więc co chwilę patrolują wioskę. Nie wchodzą do lasu bo to po prostu tchórze. Tego wieczoru musiała odbyć się jakaś uczta, nie ma nikogo.
W lesie jak to zawsze jest cicho. Wszędzie tylko drzewa. Żyje tu niewiele zwierząt, głównie tylko ptaki, jelenie i węże. Te ''piękniejsze okazy'' takie jak bażanty, daniele lądują jedynie na królewski stół, nikt nie ma prawa ich jeść, a co dopiero na nie polować. Anastazja jednak często na nie polowała, są najsmaczniejsze i bardzo pożywne. Sam ojciec uczył ją jak strzelać z łuku i być dyskretnym. Spostrzegła po chwili jelenia, dziwne było,że był on niebieski. Już miała strzelić z łuku i pozbawić go życia gdy coś ją zatrzymało. Stała długo bez ruchu. Nagle niebieski jeleń podbiegł do niej i położył przed nią dziennik. Wnet go rozpoznała. Należał do jej ojca. Jeleń zniknął. Mimo tego,że odnalazła jedyną pamiątkę po ojcu to i tak wróci z pustymi rękami. Kiedy zwróciła ku domu zobaczyła pięć martwych królików. Była w niebie. Spakowała je do torby, którą zawsze zabierała. Nastał świt.
sobota, 28 czerwca 2014
Rozdział I Szara idea
Kolejny dzień, kolejny widok, kolejna śmierć. To codzienne słowa, które wypowiada Anastazja. Spod kołdry opuszkami palców delikatnie sprawdza czy ona tam jest. Czy jego też jej nie zabrano. Nie ma go. Pewnie już biega koło domu albo pomaga matce. Podnosi się z miękkiego łóżka, w którym by została i odsypiała nieprzespaną noc. Wchodzi do kuchni. Tam jak zawsze nic. Stół stoi pusty. Meble są już bardzo stare. W kącie śpi Berton, stary, wierny pies myśliwski. Jej ojciec znalazł go w lesie kiedy jej jeszcze na świecie nie było. Wstał i ledwo do niej podszedł. Było widać jego wystający kręgosłup, biodra. Aż przykro się na niego patrzyło. Był jednym z niewielu zwierząt, które nie wymarły i postanowiły zaufać człowiekowi. Z progu drzwi na podwórko słychać było dziecięcy głos. Był bardzo radosny mimo ponurego obrazu jakim byli ludzie. Gdyby nie ten głos już dawno by się poddała. Tylko on w mroku dni dawał jej promyk nadziei, że to wszystko się zmieni.
-Wstałaś.- Oznajmił mały, brązowowłosy chłopiec. Przytulił ją najmocniej jak umiał.
Wyglądał bardzo chudo, mizernie. Oczy miał zielone, co jest nie spotykane w tych stronach. Jedyne co było w nim takie piękne był uśmiech i to z jakiem podejściem podchodzi do niektórych spraw. Jest jeszcze małym dzieckiem, mimo,że ma tylko dwanaście lat dalej jest dzieckiem. Nic nie rozumiał. Wszyscy głodowali na ulicach umierano. A on i takie wierzył w Boga,że będzie dobrze. Głupi dzieciak, nie raz tak o nim myślała Anastazja. Ale i tak był jej oczkiem w głowie, był jej bratem.
Trzymał jakieś zawiniątko.
-Co to ?- Spytała się lekko zdziwionym głosem.
-Znalazłem je pod jabłonią, są urocze.- Odparł Daniel pokazując jej dwa małe szczeniaczki.
-Daniel odnieś je tam gdzie je znalazłeś i więcej tam nie chodź !- Wyraźnie była nie zadowolona z pomocy jaką udzielił jej brat.
-Dlaczego nie możemy im pomóc ? -Zapytał zniesmaczony.
-Bo nie mamy ich jak wykarmić.
-To naucz mnie polować tak jak ty !
-Daniel przymknij się ! Straż nas obserwuje, gdyby się dowiedziała,że poluje mielibyśmy poważne kłopoty !
-Tata by im pomógł i ja też pomogę, gdybyś była do niego podobna !- Powiedział i pobiegł do domu.
Bardzo ją to zabolało. Ich ojciec nie żyje. Zginął w walce przeciw smokowi. Był jedynym żywicielem rodziny. Odszedł kiedy ona miała dziesięć lat, Daniel miał wtedy sześć. Wcześniej nauczył ją walki, opowiedział o jadalnych roślinach i jak polować. Była z nim bardzo związana.
-Gdybym mogła go wtedy powstrzymać.- Dziewczyna poczuła na ramieniu zimny dotyk.
Była to jej matka. Anna. Anna, którą kiedyś pożądał sam Imperator. Również była mizernej postawy. Miała posiniaczone dłonie, siwe włosy, tylko popielate oczy wciąż budziły zachwyt w nie jednym mężczyźnie. Jednym z nich był jej ojciec.
-To nie twoja wina.- Anastazja starała się pocieszyć matkę.
-Co upolowałaś ?
-Dwa króliki i jednego bażanta.
-Bażanta ? Przecież wiesz,że nam nie wolno ich jeść.
-Imperator ma problem nie ja, przyrządziłam go więc wystarczy tylko upiec.
-A...
-Pióra spaliła żeby Daniel się nimi nie bawił.
Matka odetchnęła z ulgą i odeszła do domu. Bardzo przezywała stratę męża. Nocami słychać jej płacz i wołanie by ojciec przybył. Ale on nie przyjdzie tak jak kiedyś i nie powie ''Witaj stokrotko, dzieci śpią ? Bo nie chce im psuć niespodzianki''. Lecz tego już nie ma, jest to co jest. Zimno się zrobiło na dworze. Anastazja weszła do domu. Ujrzała tam matkę zszywającą jakąś tkaninę oraz Daniela karmiącego resztkami obiadu małe szczeniaki oraz Bertona.
-Mogą zostać.-Oznajmiła mu siostra widząc jak szybko jej brat zdążył się z nimi związać.
-Naprawdę ? Nawet nie wiesz,że uratowałaś im życie.- Odparł Daniel.- Suczkę nazwiemy Elis, a psa Far, może kiedy będą starsze...
-Nawet o tym nie myśl ! -Nie pozwoliła mu dokończyć.- Zrozum ! Ja nie zawsze coś upoluje, nie mogę polować i to jest cud,że mnie jeszcze nie aresztowano.
-Bo Stwórca ma nad tobą opiekę.
-Nie ma żadnego Stwórcy ! Zrozum to wreszcie !
-Więc w co wierzył tata ?
-Ojca już nie ma ! Jestem ja ! On nie żyje...
-Bo ty chcesz go uśmiercić ! Chcesz o nim zapomnieć.
-Nie, chce by żył.
-To w końcu ty uwierz.
Nastała cisza. Anastazja stała nad swoim bratem ze łzami w oczach. Nagle uniósł się płacz.
Nastał wieczór. Ulice opustoszały. Anastazja szykowała się na polowanie. Stanęła przed lustrem. Nienawidziła tego co tam widziała. Białe włosy zawsze związywane opadały na ramiona. Blada skóra, chuda twarz. Nic w niej nie było ''kolorowego''. Jedyne szafirowe oczy nadawały jej jakiegokolwiek poczucia bycia piękną. Ubrana w szarą tunikę i uzbrojona w łuk, który wyrzeźbił jej ojciec udała się do drzwi gdy nagle ktoś stanął jej przed drzwiami.
-Wstałaś.- Oznajmił mały, brązowowłosy chłopiec. Przytulił ją najmocniej jak umiał.
Wyglądał bardzo chudo, mizernie. Oczy miał zielone, co jest nie spotykane w tych stronach. Jedyne co było w nim takie piękne był uśmiech i to z jakiem podejściem podchodzi do niektórych spraw. Jest jeszcze małym dzieckiem, mimo,że ma tylko dwanaście lat dalej jest dzieckiem. Nic nie rozumiał. Wszyscy głodowali na ulicach umierano. A on i takie wierzył w Boga,że będzie dobrze. Głupi dzieciak, nie raz tak o nim myślała Anastazja. Ale i tak był jej oczkiem w głowie, był jej bratem.
Trzymał jakieś zawiniątko.
-Co to ?- Spytała się lekko zdziwionym głosem.
-Znalazłem je pod jabłonią, są urocze.- Odparł Daniel pokazując jej dwa małe szczeniaczki.
-Daniel odnieś je tam gdzie je znalazłeś i więcej tam nie chodź !- Wyraźnie była nie zadowolona z pomocy jaką udzielił jej brat.
-Dlaczego nie możemy im pomóc ? -Zapytał zniesmaczony.
-Bo nie mamy ich jak wykarmić.
-To naucz mnie polować tak jak ty !
-Daniel przymknij się ! Straż nas obserwuje, gdyby się dowiedziała,że poluje mielibyśmy poważne kłopoty !
-Tata by im pomógł i ja też pomogę, gdybyś była do niego podobna !- Powiedział i pobiegł do domu.
Bardzo ją to zabolało. Ich ojciec nie żyje. Zginął w walce przeciw smokowi. Był jedynym żywicielem rodziny. Odszedł kiedy ona miała dziesięć lat, Daniel miał wtedy sześć. Wcześniej nauczył ją walki, opowiedział o jadalnych roślinach i jak polować. Była z nim bardzo związana.
-Gdybym mogła go wtedy powstrzymać.- Dziewczyna poczuła na ramieniu zimny dotyk.
Była to jej matka. Anna. Anna, którą kiedyś pożądał sam Imperator. Również była mizernej postawy. Miała posiniaczone dłonie, siwe włosy, tylko popielate oczy wciąż budziły zachwyt w nie jednym mężczyźnie. Jednym z nich był jej ojciec.
-To nie twoja wina.- Anastazja starała się pocieszyć matkę.
-Co upolowałaś ?
-Dwa króliki i jednego bażanta.
-Bażanta ? Przecież wiesz,że nam nie wolno ich jeść.
-Imperator ma problem nie ja, przyrządziłam go więc wystarczy tylko upiec.
-A...
-Pióra spaliła żeby Daniel się nimi nie bawił.
Matka odetchnęła z ulgą i odeszła do domu. Bardzo przezywała stratę męża. Nocami słychać jej płacz i wołanie by ojciec przybył. Ale on nie przyjdzie tak jak kiedyś i nie powie ''Witaj stokrotko, dzieci śpią ? Bo nie chce im psuć niespodzianki''. Lecz tego już nie ma, jest to co jest. Zimno się zrobiło na dworze. Anastazja weszła do domu. Ujrzała tam matkę zszywającą jakąś tkaninę oraz Daniela karmiącego resztkami obiadu małe szczeniaki oraz Bertona.
-Mogą zostać.-Oznajmiła mu siostra widząc jak szybko jej brat zdążył się z nimi związać.
-Naprawdę ? Nawet nie wiesz,że uratowałaś im życie.- Odparł Daniel.- Suczkę nazwiemy Elis, a psa Far, może kiedy będą starsze...
-Nawet o tym nie myśl ! -Nie pozwoliła mu dokończyć.- Zrozum ! Ja nie zawsze coś upoluje, nie mogę polować i to jest cud,że mnie jeszcze nie aresztowano.
-Bo Stwórca ma nad tobą opiekę.
-Nie ma żadnego Stwórcy ! Zrozum to wreszcie !
-Więc w co wierzył tata ?
-Ojca już nie ma ! Jestem ja ! On nie żyje...
-Bo ty chcesz go uśmiercić ! Chcesz o nim zapomnieć.
-Nie, chce by żył.
-To w końcu ty uwierz.
Nastała cisza. Anastazja stała nad swoim bratem ze łzami w oczach. Nagle uniósł się płacz.
Nastał wieczór. Ulice opustoszały. Anastazja szykowała się na polowanie. Stanęła przed lustrem. Nienawidziła tego co tam widziała. Białe włosy zawsze związywane opadały na ramiona. Blada skóra, chuda twarz. Nic w niej nie było ''kolorowego''. Jedyne szafirowe oczy nadawały jej jakiegokolwiek poczucia bycia piękną. Ubrana w szarą tunikę i uzbrojona w łuk, który wyrzeźbił jej ojciec udała się do drzwi gdy nagle ktoś stanął jej przed drzwiami.
Prolog
Była pustka. Znikąd światła, znikąd dźwięku. Bez kresowa otchłań. Lecz w tej pustce istniał sam Akatosh. Stworzył on niebo oraz ziemie. W niebie stworzył smoki, zaś ziemie oddał wilkom. Oby dwie rasy były ze sobą mocno zżyte. Jednak Stwórca większym zaufaniem darzył smoki. Wilkom się to nie podobało. Czym te nic nie warte jaszczurki mu się tak przysłużyły ? Akatosh stworzył jeszcze jedną istotę- człowieka. Ten ledwo nauczył się mówić i kochać. Nie obchodziło ich co poróżnia smoki i wilki. Nie wiele czasu minęło by wybuchła woja pomiędzy tymi dwoma rasami. Wojna zwana Zaćmieniem. Ludzie zmuszeni byli odsunąć się od konfliktu dla swojego dobra. Smoki toczyły z Wilkami wiele lat ostrej batalii, ani jedno ani drugie nie chciało odstąpić od walki. Wielkie jaszczury jednak okazały miłosierdzie i jak tylko mogły starały się pomagać ludziom. Czuły się wobec nich jak starsi bracia. To one nauczyły ich mowy. Wojna nie ustępowała. Zabierała coraz więcej istnień. Stwórca nie mógł dłużej na to patrzeć. Nie mógł patrzeć na to jak mordują się jego dzieci. Aż w końcu zdarzyło się coś czego nikt się nie spodziewał. Nastał pokój, ale to tylko dlatego,że wilki odeszły w cień. Wojna mimo tego,że ustała zostawiła po sobie wyniszczoną krainę. Krainę nazwano Farelis, czyli Płonące Wzgórze .Wiele zwierząt wyginęło, ludzie po wielu latach przystosowali się do ''nowego świata''. Świata bez życia. Smoki pomagały jak tylko mogły. O Wilkach słuch zaginął. Jednak stało się coś bardzo złego. Pojawił się Wilk, który nie chciał żyć w mroku, który chciał się zemścić na Smokach. Wmówił ludziom,że Smoki chcą tylko ich mięsa oraz aby ich czczono i oddawano im pokłon. Tak naprawdę zazdroszczą im tego,że Stwórca kochał rodzaj ludzki bardziej od nich. Smoki były tak przepełnione tą zazdrością,że chciały zmiecić ludzi z powierzchni ziemi. Wilki jako jedyne stanęły w ich obronie. Dlatego doszło do wojny. Ludzie uwierzyli w kłamstwa. Z wiekiem zaczęli na nie polować i zabijać. Smoki jedyne co mogły zrobić to bronić się przed wyginięciem i odpowiedzieć ogniem. Znowu wybuchła wojna. I wtedy zjawił się niejaki Imperator. Ogłosił,że uwolni Farelis od plagi potworów w zamian za to,że lud pójdzie za nim. Smoki wytępiono, a pozostałości po zniszczonym świecie ocalono. Jednak ta idea nie była wieczna. Nastał głód. Zwierzęta stanowczo wymierały. Wielu umierało na liczne choroby. Bunty był krwawo tłumiono. Złoczyńców zabijano. I tak z czasem na Płonącym Wzgórzu pozostała tylko stolica, której tylko zamek był bezpiecznym miejscem. Tylko szlachta miała wygodne życie. I w takim świecie przyszło żyć Anastazji i jej rodzinie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

