Kolejny dzień, kolejny widok, kolejna śmierć. To codzienne słowa, które wypowiada Anastazja. Spod kołdry opuszkami palców delikatnie sprawdza czy ona tam jest. Czy jego też jej nie zabrano. Nie ma go. Pewnie już biega koło domu albo pomaga matce. Podnosi się z miękkiego łóżka, w którym by została i odsypiała nieprzespaną noc. Wchodzi do kuchni. Tam jak zawsze nic. Stół stoi pusty. Meble są już bardzo stare. W kącie śpi Berton, stary, wierny pies myśliwski. Jej ojciec znalazł go w lesie kiedy jej jeszcze na świecie nie było. Wstał i ledwo do niej podszedł. Było widać jego wystający kręgosłup, biodra. Aż przykro się na niego patrzyło. Był jednym z niewielu zwierząt, które nie wymarły i postanowiły zaufać człowiekowi. Z progu drzwi na podwórko słychać było dziecięcy głos. Był bardzo radosny mimo ponurego obrazu jakim byli ludzie. Gdyby nie ten głos już dawno by się poddała. Tylko on w mroku dni dawał jej promyk nadziei, że to wszystko się zmieni.
-Wstałaś.- Oznajmił mały, brązowowłosy chłopiec. Przytulił ją najmocniej jak umiał.
Wyglądał bardzo chudo, mizernie. Oczy miał zielone, co jest nie spotykane w tych stronach. Jedyne co było w nim takie piękne był uśmiech i to z jakiem podejściem podchodzi do niektórych spraw. Jest jeszcze małym dzieckiem, mimo,że ma tylko dwanaście lat dalej jest dzieckiem. Nic nie rozumiał. Wszyscy głodowali na ulicach umierano. A on i takie wierzył w Boga,że będzie dobrze. Głupi dzieciak, nie raz tak o nim myślała Anastazja. Ale i tak był jej oczkiem w głowie, był jej bratem.
Trzymał jakieś zawiniątko.
-Co to ?- Spytała się lekko zdziwionym głosem.
-Znalazłem je pod jabłonią, są urocze.- Odparł Daniel pokazując jej dwa małe szczeniaczki.
-Daniel odnieś je tam gdzie je znalazłeś i więcej tam nie chodź !- Wyraźnie była nie zadowolona z pomocy jaką udzielił jej brat.
-Dlaczego nie możemy im pomóc ? -Zapytał zniesmaczony.
-Bo nie mamy ich jak wykarmić.
-To naucz mnie polować tak jak ty !
-Daniel przymknij się ! Straż nas obserwuje, gdyby się dowiedziała,że poluje mielibyśmy poważne kłopoty !
-Tata by im pomógł i ja też pomogę, gdybyś była do niego podobna !- Powiedział i pobiegł do domu.
Bardzo ją to zabolało. Ich ojciec nie żyje. Zginął w walce przeciw smokowi. Był jedynym żywicielem rodziny. Odszedł kiedy ona miała dziesięć lat, Daniel miał wtedy sześć. Wcześniej nauczył ją walki, opowiedział o jadalnych roślinach i jak polować. Była z nim bardzo związana.
-Gdybym mogła go wtedy powstrzymać.- Dziewczyna poczuła na ramieniu zimny dotyk.
Była to jej matka. Anna. Anna, którą kiedyś pożądał sam Imperator. Również była mizernej postawy. Miała posiniaczone dłonie, siwe włosy, tylko popielate oczy wciąż budziły zachwyt w nie jednym mężczyźnie. Jednym z nich był jej ojciec.
-To nie twoja wina.- Anastazja starała się pocieszyć matkę.
-Co upolowałaś ?
-Dwa króliki i jednego bażanta.
-Bażanta ? Przecież wiesz,że nam nie wolno ich jeść.
-Imperator ma problem nie ja, przyrządziłam go więc wystarczy tylko upiec.
-A...
-Pióra spaliła żeby Daniel się nimi nie bawił.
Matka odetchnęła z ulgą i odeszła do domu. Bardzo przezywała stratę męża. Nocami słychać jej płacz i wołanie by ojciec przybył. Ale on nie przyjdzie tak jak kiedyś i nie powie ''Witaj stokrotko, dzieci śpią ? Bo nie chce im psuć niespodzianki''. Lecz tego już nie ma, jest to co jest. Zimno się zrobiło na dworze. Anastazja weszła do domu. Ujrzała tam matkę zszywającą jakąś tkaninę oraz Daniela karmiącego resztkami obiadu małe szczeniaki oraz Bertona.
-Mogą zostać.-Oznajmiła mu siostra widząc jak szybko jej brat zdążył się z nimi związać.
-Naprawdę ? Nawet nie wiesz,że uratowałaś im życie.- Odparł Daniel.- Suczkę nazwiemy Elis, a psa Far, może kiedy będą starsze...
-Nawet o tym nie myśl ! -Nie pozwoliła mu dokończyć.- Zrozum ! Ja nie zawsze coś upoluje, nie mogę polować i to jest cud,że mnie jeszcze nie aresztowano.
-Bo Stwórca ma nad tobą opiekę.
-Nie ma żadnego Stwórcy ! Zrozum to wreszcie !
-Więc w co wierzył tata ?
-Ojca już nie ma ! Jestem ja ! On nie żyje...
-Bo ty chcesz go uśmiercić ! Chcesz o nim zapomnieć.
-Nie, chce by żył.
-To w końcu ty uwierz.
Nastała cisza. Anastazja stała nad swoim bratem ze łzami w oczach. Nagle uniósł się płacz.
Nastał wieczór. Ulice opustoszały. Anastazja szykowała się na polowanie. Stanęła przed lustrem. Nienawidziła tego co tam widziała. Białe włosy zawsze związywane opadały na ramiona. Blada skóra, chuda twarz. Nic w niej nie było ''kolorowego''. Jedyne szafirowe oczy nadawały jej jakiegokolwiek poczucia bycia piękną. Ubrana w szarą tunikę i uzbrojona w łuk, który wyrzeźbił jej ojciec udała się do drzwi gdy nagle ktoś stanął jej przed drzwiami.
Widać,że bohaterka nie ma lepiej. Ciekawi mnie co będzie dalej. Pozdrawiam i życzę weny :)
OdpowiedzUsuńZajechało Igrzyskami, ale to nawet dobrze :) Jest kilka błędów. No fabuła jest wciągająca jak już niektórzy mówili, więc jeszcze dziś przeczytam wszystkie rozdziały :)
OdpowiedzUsuń