poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział III Prawdzie Oblicza

Wróciła. Wróciła z pełną torbą i dziennikiem. To było niezwykłe uczucie mieć w ręku choć cząstkę człowieka, którego już nie ma. Jednak radość nie trwała długo. Spostrzegła strażnika, który właśnie zmierzał w jej kierunku. Szybko schowała dziennik do torby i starała się aby jej nie zauważono.
-Dokąd to panienko ?- Spytał się z sztucznym uśmiechem.
-Nie twoja sprawa.- Starała się prześlizgnąć.
-Zapytałem to odpowiedz.- Chwycił ją za ramię.
-A ja ci grzeczne odpowiedziałam.- Wyszarpała się.
-Zobaczysz kiedyś będziesz moja.- Szeptał jej do ucha.
-Zostaw ją !- Zawołał Kapitan Straży.
-No idź piesku.-Szyderczo się zaśmiała.
Strażnik nazywał się Radowit, był znajomym jej ojca, wręcz wrogiem. To Radowit miał być żołnierzem w armii, a nie on, jednak pomoc jaką udzielił dzieciom z pożaru awansowała go na miejsce w armii. A w dodatku przystawiał się do Anastazji. W tym świecie działała jedna zasada- Mężczyzna panem, a kobieta, no właśnie.... taka jest szara rzeczywistość.
-Jesteś cała ?- Spytał się Kapitan straży.
Zdziwieniem dziewczyny było to,że był młody, aż za młody jak na Kapitana. Miał brązowe oczy, w których było coś tajemniczego. Czarne włosy, jasna cera. Nie był aż tak wychudzony, ale i tak było widać,że mało jada.
-Jestem cała.-Odparła.
-Stara pijaczyna i tyle, ciekawi mnie czemu ojciec jeszcze go nie odprawił.- Oznajmił chłopak.
-Czyli nie jesteś Kapitanem ?
-Nie, jestem w straży,ale to mój ojciec jest głównodowodzącym, gdzie moje maniery Piotr.- Ukłonił się.
-Anastazja.- Odparła krótko i odeszła.

-Gdzie byłaś ?- Zapytała się jej matka kiedy ta ledwo przekroczyła próg.
-Straż mnie zatrzymała.- Odparła rozpakówując się.
-Nie rób tego więcej, nie chodź już więcej do tego lasu !
-Więc co ? Mamy czekać od pierwszego do pierwszego kiedy to mężna i miłosierna straż przywiezie barana, dwa litry mleka i ziemniaki żeby starczyło nam na miesiąc. Przecież ledwo Daniel ma co jeść, a co dopiero ty, ja i psy.
Wyszła. To prawda,żeby nie dochodziło do licznych śmierci głodowych oraz buntu, co miesiąc Straż przynosiła każdej rodzinie barana, dwa litry mleka i nie całe kilo ziemniaków. Niewielu jest w stanie się tym wyżywić.
Usiadła na fotelu i zaczęła czytać dziennik jej ojca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz